| |
2morrow
Mój profil
Opis bloga
archiwum
2012 Marzec Luty Styczeń 2011 Grudzień Listopad
linki
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 1728 osób
|
2Morrow
Szlak na Rysiankę

O tym, że na Rysiance jest, używając trywialnego wyrażenia - fajnie (to będzie bardzo trywialna historyjka), zdawałem sobie sprawę nie od dziś. Jednak sami znacie, że czasem bardzo ciężko nam się docenia to co jest.... blisko tak.... to co nas otacza..... to co mamy jeszcze na wyciągnięcie dłoni.... to co tak często mijamy albo widzimy. Nadchodzi jednakże czas, że pragniemy po to sięgnąć. I nagle jesteśmy zauroczeni, generalnie czad.... metamorfoza zaskakująca. A następnie się dziwimy, że nigdy wcześniej nie przybyliśmy w to miejsce. Kuriozalne, jednakże mi się to zdarza. Również tak macie?
Zamiar obrany, szlak też: Skałka - Hala Boracza - Hala Lipowska - Rysianka - Skałka. Świetna pętla z pauzą na pierogi na Hali Lipowskiej. Góry w wszelkiej postaci mam wpisane w CV. A z tym CV to prawda. Gdy poszukiwałem pracy, moje CV pod napisem hobby miało wpis - góry. Pełen rzetelnej ufności i przepełnionej wyniosłości, pozostałem posadzony na zadzie (bez uprzedzenia) przez jedną osobę: - Wszak co druga osoba w swoim CV piszę, że lubi góry - powiedziała. A tak miło żyło się miłej niewiedzy, z przeświadczeniem o swojej unikalności... Kobieta z bloku obok bezspornie też ma napisane w CV góry, wszak co weekend jeździ z koleżankami na pobliski Dębowiec. W CV góry ma także kierowca quada, który chasa bezkarnie po leśnych szlakach, rozjeżdżając małego robaczka, który z pewnością miał w swoim CV - góry.
Jakby się tak przyjrzeć naszej trasie na mapie to oprócz trzech schronisk, będziemy mieli sposobność przejść przez parę Hal. Zaczynamy od Hali Boraczej, dalej Hala Studzionka, Hala Redykalna, Hala Skórzacka, Hala Bacmańska, Hala Gawłowska, Hala Bieguńska, Hala Lipowska, Hala Rysianka i Hala Pawlusia. W zasadzie to żadnej dużej górki nie zdobywamy, jeno same hale...A na halach powinny być owieczki! Przynajmniej latem.
Naszą wycieczkę zaczynamy w Żabnicy Skałce. Lekki mróz wyrządził swoje - czarny szlak na Halę Boraczą wymaga umiejętności ekwibrystycznych. A w moim wieku, bez tego, ani rusz zimą w góry :) Jest lekkie oblodzenie na trasie. Co interesujące, jest nawet wiele śniegu. Zima w tym roku się ociąga i tak na prawdę jest to jedno z pierwszych (nie licząc październikowych Tatr) spotkań z Zimną Panią. Sam szlak na Boraczą nie jest trudny, na początku rzekłbym, że nawet niezajmujący. Jednakże radosne konwersacje, nie wspominam nawet o czym - dlatego bez wątpliwości o niczym, zaprzątają nam czas. Dochodzimy na Halę Boraczą, która pozdrawia nas widokami w kierunku Rajczy. Jest jakoś dziwnie pusto, nawet wiatr nie wieje, tylko słychać ciche trzeszczenie śniegu pod naszymi butami. Widać, że sama Hala jest porządnie przewiana, śniegu wiele mniej niż na szlaku. Udajemy się zobaczyć do budynku schroniska. Wokół budynku też czas trwa w zawieszeniu. Z małą niepewnością otwieramy drzwi kierujące do wnętrza. Ktoś tu jednak, przetrwał ten Armagedon. Jest tu jednak życie! Grzecznie wypytujemy się Pani - Czy moglibyśmy wypić własną herbatę. Teraz chyba lepiej się zapytać, bo niepokojące prawa rządzą się w niektórych schroniskach. Pani nam odpowiada: - Naturalnie, nie ma problemu. Co do samego budynku schroniska, a w zasadzie samej jadalni, to delikatnie mówiąc: nie ciska na kolana. Posiadałem odczucie, że czas się tu jednakże zatrzymał, zatrzasnął drzwiczki i rzekł: Mam to wszystko gdzieś! Pozostanę tu na dłużej!
Pani nawet sugeruje nam, przy takiej pięknej pogodzie, żebyśmy szli górą (czyli rzekłbym, może na wyrost - granią), bo widoki będą piękne. Ciekawostką w schronisku są przywarte do tablicy karteczki z rozmaitymi wpisami. Coś w nurcie księgi gości, albo facebookowych like\'ów w wersji outdorowej - np. Lubię, bo czas tu wpadł i się zatrzymał. Lubię, bo mogę sobie tu swobodnie zjeść swoje kanapki. Można sobie te karteczki poczytać, jednak lepsze znam zajęcia.... Ruszamy na szlak. Słońce wychodzi ponad grzbiet, który dzisiaj będziemy przemierzać. Na grzbiecie mieści się pięć wierzchołków: Redykalny Wierch, Boraczy Wierch, Lipowski Wierch, Rysianka oraz na północnym wschodzie szczyt Romanki. Romanka wybitnie przytłumiła najbliższe przestrzenie. Troszkę niechciana, odseparowana przełęczą od Rysianki przykuwa wzrok. Lekki chłód mimochodem hartuje nasze organizmy.
Dochodzimy do rozwidlenia szlaków. Czarny prowadzi pod górę, ma Halę Redykalną (żółty szlak). Zielony dalej trawersuje grzbiet , aby dołączyć do szlaku żółtego za Halą Bieguńską. Wiodąc się radą pani ze schroniska na Boraczej oraz wcześniejszym zamiarem, podążamy na kluczowy grzbiet. Czym wyżej tym śniegu więcej, ogarniamy również coraz obszerniejszą panoramę Beskidu Śląskiego, a w oddali również Beskidu Małego. Pierwszy śnieg zawsze cieszy najwięcej, sama jego obecność poprawia nastrój. Na przeciw widać Baranią Górę wraz ze Skrzycznym i oddalonym Klimczokiem. Po prawej cały czas towarzyszy nam Sucha Góra. Pojawia się również poszarpaniec, czyli Wielki Rozsutec w Małej Fatrze.
Dochodzimy do żółtego szlaku. Do głównej grani. Wewnętrzna radość, odzwierciedlona na rozpromienionych twarzach. Uwidoczniają się nowe przestrzenie, później okrywają się też Tatry. Na grzbiecie śniegu troszkę więcej. Miejscami jest porządnie nawiane - brniemy w śniegu do kolan. Odwykłem od tego i nieco mnie to męczy. Za ciężki jestem na takie manewry :) Proste przestrzenie i nader zaskakująco urocze hale, przykryte grubą powłoką śniegu, zafascynowały nawet takiego malkontenta jak ja. Proste drzewa posypane śniegiem mają swój bajeczny klimat. A Cysorkie Tatry w pełnej okazałości... Sam Wielki Chocz ponad chmurami przedstawia swój szpic...
Docieramy na Halę Lipowską, do najlepszego schroniska w Polsce wg czytelników "n.p.m.". Zamawiamy zachwalane pierogi i w dobrych nastrojach oczekujemy swojego zamówienia. Durne oczy cieszą się jak głupie. W żołądku konwulsje, w ustach ślinociek. Wszystko przez ręcznie robione pierogi z serem i borówkami, a na nich bita śmietana, borówki i kawałek kiwi. Kulinarnie jestem kupiony przez schronisko na Hali Lipowej... Sama Hala Lipowska mieści się na zboczu porośniętego lasem Lipowskiego Wierchu lub jak kto woli Lipowskiej Góry (1324 m). Maltretuje nas widokami - panorama Tatr, Małej Fatry oraz Beskidu.
Schronisko na Rysiance jest oddalona od Hali Lipowskiej o około 15 minut drogi z pełnym brzuchem. Dobre jedzonko bardzo rozleniwia, to niedobre chyba również. Jestem bardziej skłonny ku drzemce niż pieszej wycieczce. Jednak to tymczasowa słabostka. Podążamy na Halę Rysiankę. Szlak kieruje lasem, jednak gdy dochodzimy do Hali, widoki po raz kolejny powalają na kolana... Są Tatry, jest Mała Fatra, jednak jest także na wyciągnięcie ręki Pilsko jak również odrobinę dalej Babia Góra. Taki mały raj na ziemi. Hala Rysianka jest bardzo duża i największa na naszej dzisiejszej trasie. Oj jak ja kocham takie przestrzenie. Do schroniska udajemy się hmmm jakby to zakomunikować tylko na chwilkę....
Głosuj (1)
|
|